Szczęśliwi czasu nie liczą...
Thursday, 14 January 2010 18:16

Podobno Singapur to sterylne, bezduszne i nieciekawe miasto. Podobno nie ma tam po co jechać. To jedyna słuszna wersja i jej będziemy się trzymać bo właśnie spóźniliśmy się na lecący do niego samolot.

- na którą godzinę zamówić taksówkę ? zapytała recepcjonistka ? droga zajmuje ok czterdzieści minut.

- Nie mam pojęcia, jak myślisz 7.30? nie chce mi się siedzieć na lotnisku

- może siódma? Zdążymy coś jeszcze zjeść i wypis herbatę.

- niech będzie siódma ? powiedziałem do recepcjonistki ? będziemy czekali w restauracji

Rozpoczynał się kolejny szary dzień w Hanoi. Ten miał być ostatni. Po dwóch miesiącach nadszedł czas aby pojechać dalej. Poznać nowe kraje, zrobić parę zdjęć i napisać kilka zdań. Troszkę nam się zasiedziało w Wietnamie i powoli czuliśmy potrzebę dalszej podróży. Pewnie dlatego szybko wróciliśmy ze spaceru po mieście aby usiąść na plecakach i grzecznie czekać na kierowcę.

Jak to zwykle bywa taksówka spóźniła się o pół godziny. Zapakowaliśmy bagaże, pożegnaliśmy się z wszystkimi i ruszyliśmy w stronę lotniska.

- klasyka, czy oni nie wiedzą co to punktualność? ? powiedziałem do Kasi zerkając na samochodowy zegarek ? ciekawe ile pojedziemy. O której mamy samolot?

- nie pamiętam, jakoś wieczorem, chyba koło dziesiątej?

- ja też nie pamiętam, spokojnie, jak dojedziemy sprawdzę w komputerze

Bilet kupiliśmy dwa tygodnie wcześniej przez internet a ja przezornie zapisałem go sobie na pulpicie. Nie ma jak nowoczesna technologia. Żadnych papierków, żadnych śmieci. Wystarczy tylko zerknąć na ekran. My jakoś ostatnio nie mieliśmy na to czasu. Zresztą po co? Przecież wiedzieliśmy, że lot jest późnym wieczorem.

Po godzinie jazdy taksówka zatrzymała się przed wejściem na lotnisko. W jego pustym holu pałętało się kilku ochroniarzy i kilku turystów popychających wyładowane bagażami wózki. Tak jak my nikt ze zgromadzonych nie wykazywał najmniejszych oznak pośpiechu. Nie było podenerwowanych kolejek do odprawy ani szukający się po sali zagubionych dzieci. Całkowite przeciwieństwo tętniącego życiem centrum miasta sprzed 60 minut.

- o ? wskazałem palcem tablicę ogłoszeń ? zaraz zobaczymy, o której mamy samolot. Tiger airlines... Singapur, są! 20.30... to musi byś jakiś wcześniejszy lot ? dodałem. W moim głosie pojawiła się delikatna nuta niepewności. Zegarek na ścianie wskazywał dziesięć po ósmej ? choć zapytamy przy odprawie bagażu.

Troszkę szybszym krokiem niż jeszcze dwie minuty temu podeszliśmy do lady

- przepraszam ? powiedziałem podając paszport ? my na następny lot do Singapuru

Kobieta przyjrzała mi się uważnie. Wzięła dokument i nachyliła nad ekranem komputera. Przez chwilę stukała coś na klawiaturze a potem oddała paszport.

- przykro mi, odprawa JEDYNEGO w dniu dzisiejszym lotu do Singapuru skończyła się dwadzieścia minut temu...

Hanoi, Wietnam, 14.01.2010



 
« Next   Back   Prev »
Licznik odwiedzin: 509188
wykonanie strony: Media Port
ostatnie wpisy
Dzienniki
napisz do nas

Kasia

Olaf
subskrybuj

Podaj swój adres e-mail, aby otrzymywać powiadomienie o najnowszych zmianach:


zobacz co słychać w sklepie